O edukacji domowej w naszym wydaniu chciałam początkowo pisać na moim pierwszym blogu www.lobzovkajestdzis.blogspot.com. Pomyślałam jednak, że skoro z ED chcielibyśmy zbratać się na lata, to warto jej poświęcić osobne miejsce w sieci. Karolek, nasz sześciolatek wszelakiego rodzaju wzmożonej stymulacji wymagał od pierwszych tygodni. Od dwóch lat, od kiedy słyszy dzięki implantowi ślimakowemu, doszła do tego systematyczna i intensywna rehabilitacja słuchowa. Pracujemy z nim metodą symultaniczno-sekwencyjną, inaczej nazywaną metoda sylabową , albo metodą Cieszyńskiej, albo jeszcze inaczej wczesną nauką czytania. Karolek z racji swoich deficytów zapewnił sobie kształcenie elitarne:). Szkoła powszechna z pewnością go oszczędzi.
Z kolei Zosia, nasza dwulatka jest okazem zdrowia i najpewniej czeka ją albo szkołą powszechna albo ED. Jak każde dziecko uwielbia uczyć się nowych rzeczy i robi to migiem.
O metodzie Cieszyńskiej wspomniałam nie bez kozery. Zosia przypatrując się tylko ćwiczeniom prowadzonym przez tatę z Karolkiem, chłonęła wiedzę jak gąbka. Potrafiła wysiedzieć w swoim stołeczku prawie godzinę zegarową,z otwarta buzią- samo jej się uczyło:)Mając półtora roku znała samogłoski. Wtedy musieliśmy już niestety ograniczyć jej nieco towarzyszenie bratu w zajęciach, bo...podpowiadała mu:)
Teraz do repertuaru dochodzą kolejne literki. Np. "Z" i "S"- z niewielką pomocą potrafi już ułożyć swoje imię. Metoda świetnie rozwija pracę mózgu, półkuli lewej (odpowiedzialnej za linearne przetwarzanie świata i najogólniej mówiąc-za mowę) zapobiegając całej gamie dysnieszczęść (dysleksji, dyslalii, dyskalkulii, itd.).
Niestety, materiały do niej są dość drogie. Ale też nie zbyt trudne do samodzielnego wykonania. Postaram się w kolejnych postach podpowiedzieć kilka prostych ćwiczeń.